Flaga

Kiedyś, dawno temu zdarzało mi się pisać krótkie felietony dla pewnego tygodnika. Czas jest szczególny, więc pomyślałem, że może warto jeden z nich przypomnieć. Ten pochodzi z 7 kwietnia 2005 roku.

Wstyd się przyznać, nie miałem flagi. Tak się zawsze jakoś składało, że jak trzeba było ozdobić dom biało-czerwonymi barwami, to akurat był 3 maja, albo 11 listopada i sklepy były zamknięte. Potem w natłoku innych spraw o braku flagi zapominałem i tak do następnego narodowego święta. Aż do teraz. Stało się to, co musiało się stać i choć tak bardzo wszyscy pragnęliśmy żeby się nie stało, stało się. Pogrążyło nas w smutku, rozpaczy i jak to tylko nam Polakom się zdarza w chwilach narodowych tragedii, zjednoczyło. Łzy rozmyły dzielące nas różnice i nawet najzacieklejsi wrogowie zeszli z trybun by na czarnej murawie zbiorowego nieszczęścia, związanymi szalikami tworzyć korowód jedności i zgody.



Z każdą upływającą od JEGO śmierci minutą uświadamialiśmy sobie, że oto odszedł ostatni i jedyny niepodważalny autorytet, do którego można się było w razie czego odwołać. Z całym tym naszym zaściankowym polskim piekłem, zostaliśmy sami. Ta świadomość wycisnęła z nas morze łez i kazała wyciągniętą ręką przekazywać „znak pokoju” tym, którym jeszcze wczoraj nigdy byśmy ręki nie podali. Może właśnie dzięki temu, chwilowo ( niestety obawiam się, że tylko chwilowo) to piekło zamieniliśmy w niebo wzajemnej życzliwości i zrozumienia.

Na znak tej jedności każdy wywiesił narodową flagę przewiązaną czarnym kirem. Każdy, kto ją miał. Kolejka przed jedynym w Warszawie sklepem z „materiałami propagandowymi” liczyła jakieś 500 osób. Trzy godziny stania. Nie miałem tyle czasu, a mimo to stanąłem na końcu bardziej dla czystego sumienia, (że miałem dobre chęci) niż z wiary w sukces. Chcąc nie chcąc podsłuchałem niezwykle intrygującą rozmowę: - A wie pani, że wokół Papieża to były same trzynastki? – Co pani powie? Naprawdę? – Tak, mój zięć znalazł w internecie. Ojciec Święty urodził się 18.05.1920. Jak pani te cyfry zliczy po kolei tzn. 1+8+5+1+9+2 to daje razem 26, czyli 13+13. Ale to jeszcze nic proszę pani, data śmierci to 02.04.2005, no niech pani sobie doda.- Boże mój! Rzeczywiście trzynaście!- Jak panie chcą wiedzieć, to jest tego więcej- dołączył się młody mężczyzna stojący przed nimi. -Dni pontyfikatu 9103 = 13, lata pontyfikatu 26 = 13+13, zmarł w wieku 85 lat, 8+5=13, wybrany na papieża w wieku 58 lat, 5+8=13, napisał 13 encyklik, zamach na papieża był 13 maja, a ostatni raz przemówił 13 marca.

Jadąc do radia na nagranie (bez flagi) zastanawiałem się, czy przypadkiem nie zwariowałem. Jestem trzeźwo myślącym człowiekiem, nigdy nie wierzyłem w żadne horoskopy, a tzw. wiarę w magię liczb uważałem za nieszkodliwą fobię. A jednak, kiedy uwiedziony doszukiwaniem się trzynastek w życiu papieża, odkryłem, że ilość liter w słowach Jan Paweł Drugi, to właśnie trzynastka, pomyślałem, że coś w tym jest. Co prawda dalej uważam, że te wszystkie trzynastki to zwykły zbieg okoliczności, ale istotniejsze jest coś innego. W chwili śmierci Karol Wojtyła Ojciec Święty stał się dla nas Święty naprawdę. A święci, ani nie żyją, ani nie umierają jak zwykli ludzie. Wokół świętych tworzy się legenda, Cudowna legenda.

Kiedy mocowałem na ścianie swojego domu własnoręcznie uszytą z dwóch kawałków materiału biało-czerwoną flagę, którą jak blizna na obrazie Matki Boskiej Jasnogórskiej przecinały dwa pasemka czarnej tasiemki, odruchowo spojrzałem na zegarek. Była dokładnie 17.14. Nigdy wcześniej nie zwróciłbym na to uwagi, ale teraz tak. Teraz kiedy postanowiłem, że moja flaga w hołdzie papieżowi będzie wisiała do 3 maja, jakby miała odpracować dni kiedy jej tu nie było, zauważyłem, że 1+7+1+4=13. Zwariowałem?
Trwa ładowanie komentarzy...